Darmowa dostawa od 150,00 zł

Od „Znamienia lwa” zaczęła się historia naszego wydawnictwa

Od „Znamienia lwa” zaczęła się historia naszego wydawnictwa

BOGULANDIA · OSOBIŚCIE O KSIĄŻKACH

Są książki, które polecamy bliskim. Są też takie, dla których zakładamy wydawnictwo. Dla mnie taką historią jest „Znamię lwa” Francine Rivers.

Edyta · Wydawnictwo Bogulandia

Klienci w księgarni dobrze już wiedzą, co polecę. Czasem wystarczy pytanie: „Pani Edyto, szukamy dobrej powieści”, a na ich twarzach pojawia się uśmiech. Jeszcze nie zdążę odpowiedzieć, a już słyszę:

„Tylko nie «Znamię lwa», bo już czytaliśmy! Teraz prosimy o coś równie dobrego”.

Trudno się dziwić. Od lat, kiedy ktoś pyta mnie o książkę dla siebie albo na prezent, zaczynam właśnie od trylogii Francine Rivers. Przez moje ręce przeszły setki egzemplarzy, które poleciłam, sprzedałam lub podarowałam. I wciąż mam ochotę pytać kolejne osoby: „A «Znamię lwa» już znasz?”.

Skąd ten entuzjazm? Z bardzo osobistego doświadczenia. Pamiętam pierwszą lekturę i emocje, z którymi zamykałam kolejne tomy. Przejmowałam się losem bohaterów, ale coraz częściej myślałam też o sobie — o swojej wierze, wyborach i sposobie traktowania innych ludzi. Ta historia została ze mną długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Wiara jest częścią mojej tożsamości, a w tej powieści odnalazłam jej bliskie mi, literackie odzwierciedlenie. Dlatego tak chętnie przekazuję ją dalej. Mam nadzieję, że komuś innemu również przyniesie pocieszenie, doda odwagi albo pomoże spojrzeć na coś inaczej.

Z „Znamieniem lwa” wiąże się też historia, której być może nie znacie. To właśnie od tej trylogii prawie dwadzieścia lat temu rozpoczęła się przygoda naszego wydawnictwa.

„Nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło jej po polsku”

Kiedy wydawnictwo Polwen postanowiło nie wznawiać już trylogii, zaczęłam szukać kogoś, kto podjąłby się jej ponownego wydania. Pytałam różnych wydawców, prosiłam, przekonywałam. Bez rezultatu.

W końcu powiedziałam do męża:

„Nie wyobrażam sobie, żeby tej powieści zabrakło w Polsce. Jest zbyt dobra. Chciałabym, żeby kolejne pokolenia też miały szansę przeczytać ją po polsku”.

Ta myśl nie dawała mi spokoju. Z czasem przerodziła się w decyzję o założeniu wydawnictwa. Chcieliśmy, żeby historia, która tak wiele nam dała, nadal mogła trafiać do czytelników.

Dlatego dziś, patrząc na te trzy tomy, widzę również fragment naszej rodzinnej historii, początek drogi, której wtedy jeszcze nie znaliśmy, i decyzję, która zmieniła nasze życie.

Więcej niż wciągająca historia

O tej trylogii można powiedzieć wiele: że trzyma w napięciu, zaskakuje i nie pozwala się od siebie oderwać. To wszystko prawda. Ale nie dlatego zajmuje tak szczególne miejsce w moim sercu.

Polecam ją, bo porusza sumienie, kształtuje wrażliwość, wzmacnia i pociesza. Przede wszystkim jednak skłania do pytań, które łatwo zagłuszyć w codziennym pośpiechu:

  • Na czym opieram swoją wiarę?
  • Jak traktuję drugiego człowieka?
  • Czy potrafię przebaczyć, kiedy naprawdę zostałam zraniona?
  • Czy moje przekonania widać w moich decyzjach?

Francine Rivers pozwala przyglądać się tym pytaniom poprzez losy bohaterów. Towarzyszymy im w lęku, miłości, błędach i trudnych wyborach. Z czasem ich historia zaczyna mówić także o nas.

Od czego zacząć „Znamię lwa”?

Na trylogię składają się trzy tomy. Warto czytać je w tej kolejności:

  1. „Głos w wietrze”
  2. „Echo w ciemności”
  3. „Jak świt poranka”
Trzy tomy trylogii Znamię lwa Francine Rivers: Głos w wietrze, Echo w ciemności i Jak świt poranka
„Znamię lwa” — trzy tomy, od których zaczęła się nasza wydawnicza przygoda.

Akcja przenosi nas do Cesarstwa Rzymskiego w pierwszym wieku naszej ery. Poznajemy Hadassę — młodą chrześcijankę pochodzenia żydowskiego, która jako niewolnica trafia do zamożnej rzymskiej rodziny. Ważną postacią jest również Atretes, germański wojownik i gladiator. Ich losy prowadzą nas przez świat głębokich różnic społecznych, przemocy, pragnienia wolności i poszukiwania Boga.

To powieść historyczna, jednak jej największa siła tkwi dla mnie w spotkaniu z doświadczeniem wiary pierwszych chrześcijan. Czytając, próbuję spojrzeć na chrześcijaństwo u jego początków, zanim na nasze rozumienie nałożyły się kolejne stulecia tradycji, sporów i kulturowych przyzwyczajeń.

Nie traktuję tej historii jak podręcznika ani zastępstwa dla Biblii. Jest raczej zaproszeniem do ponownego namysłu nad tym, co w wierze najważniejsze: miłością, łaską, przebaczeniem i zaufaniem Bogu.

Siła, która nie potrzebuje rozgłosu

Najbardziej porusza mnie Hadassa. W świecie, w którym o pozycji człowieka decydują pochodzenie, majątek i władza, ma tak niewiele. A jednak wpływa na ludzi wokół siebie.

Jej historia pokazuje siłę cichej wierności — takiej, która ujawnia się w codziennym postępowaniu, trosce o innych i decyzjach podejmowanych mimo strachu.

Właśnie dlatego ta opowieść pozostaje aktualna. Dziś również mierzymy się z presją otoczenia, potrzebą akceptacji, zranieniem i pokusą odwetu. Okoliczności są inne, ale pytania pozostają te same: czym jest miłość? Skąd czerpać odwagę? Czy można przebaczyć?

Prezent, który wręczam od lat

Skoro ta trylogia tak wiele mi dała, naturalnie chcę dzielić się nią z innymi. To książki, które najczęściej wręczam w prezencie. Myślę, że przez lata rozdałam już około trzystu egzemplarzy, a może nawet więcej.

Dzień Nauczyciela, zakończenie roku szkolnego, imieniny, urodziny… Zdarzało mi się podarować tę trylogię nawet przy okazji wizyty u lekarza.

Najpiękniejsze są jednak późniejsze rozmowy. Ktoś opowiada, że nie mógł przestać czytać. Ktoś inny mówi o wzruszeniu albo o bohaterce, której postawa nie daje mu spokoju. Czasem książka staje się początkiem rozmowy o wierze, zranieniu i sprawach, o których wcześniej trudno było mówić.

Oczywiście nie każdy czytelnik odbiera literaturę tak samo. Pamiętam osobę, która nie podzielała mojego zachwytu. Jednak zdecydowana większość wracała do mnie z bardzo dobrymi słowami. To właśnie te rozmowy utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto tę trylogię polecać.

Na półce w każdym domu — ale przede wszystkim przeczytana

Chciałabym, żeby „Znamię lwa” znalazło się w każdym domu. Jeszcze bardziej zależy mi jednak na tym, żeby zostało przeczytane, a potem może pożyczone komuś kolejnemu. Nie musicie go kupować — warto zapytać w bibliotece albo pożyczyć od kogoś, kto już zna tę historię.

Mam też jeszcze jedno marzenie: zobaczyć tę historię na ekranie. Marzy mi się ekranizacja z rozmachem na miarę „Gladiatora”, która zachowałaby głębię bohaterów i duchowy wymiar opowieści. Chciałabym kiedyś wyjść z kina z takim samym poruszeniem, jakie towarzyszyło mi po zamknięciu ostatniego tomu.

Nie obiecam, że każdy odbierze tę trylogię tak samo jak ja. Mogę jednak powiedzieć jedno: dla mnie to jedna z tych historii, którymi chcę się dzielić — z bliskimi, z czytelnikami i z kolejnym pokoleniem.

A z Francine Rivers często bywa tak, że zaczyna się od jednej powieści… a później chce się sięgnąć po wszystkie.

Czy znacie już „Znamię lwa”? Co najbardziej zostało z Wami po lekturze? Napiszcie do nas na Facebooku — bardzo chętnie przeczytam Wasze historie. Jeśli wspominacie konkretne wydarzenia z książki, uprzedźcie o spoilerach.

Z serdecznością,
Edyta
Wasza „dilerka” trylogii „Znamię lwa”

pixel